Tak ludzie, idąc tym tokiem myślenia powinniśmy zakazać ludziom myśleć.
Prawica to ludzie którzy niemaja własnego życia więc z zazdrosci zakazują innym zasmakowania prawdziwego życia.
Spożycie marihuany, pomimo licznych kontrowersji, sankcji społecznych i prawnych oraz działań światowych władz i organizacji, stanowi dziś popularną formę "zakazanej rozrywki" "bezpieczną i naturalną" alternatywę wobec "twardych" narkotyków.
Przeprowadzone dotąd badania nie dają pewnych rezultatów co do kwestii szkodliwości oraz skutków długotrwałego przyjmowania marihuany. Pośród propagatorów i użytkowników popularna jest opinia o jej niskiej, względem innych środków, szkodliwości. Badania przeprowadzone przez Światową Organizację Zdrowia potwierdzają tę tezę, pod względem zdrowotnym uznając spożycie konopi za mniej szkodliwe, niż konsumpcję legalnych używek: tytoniu oraz alkoholu. Zawarte w marihuanie substancje nie wywołują fizjologicznego uzależnienia. Systematyczne zaś zażywanie powoduje wystąpienie tolerancji odwrotnej czyli jej działanie jest coraz mocniejsze.
Im więcej będziemy jej brali tym mniej będzie jej potrzebowali ponieważ jej siła wzrośnie czyli ma ona dokładnie odwrotne działanie od narkotyków twardych jak kokaina, heroina czy morfina. Niestety palenie przez luftke modne głownie w USA i Polsce jest najgorszą formą przyjmowania marihuany ponieważ
Primo dym z marihuany zawiera substancję smoliste, sekundo w marihuanie występuje także nikotyna która jak wiadomo uzależnia.
A komentarze ministra Kwiatkowskiego oraz Klempy są co najmniej chamskie i alogiczne
Episkopat takową miał na dodatek za komuny dostał darmowe emerturę bez płacenia składek, pobudowano masę kościołów część majątku zamieniono na szpitale ale w zdecydowanej większości były bądź to działki bądź to klasztory ale nie kościoły.
I teraz jest moje pytanie dlaczego tak krzyczycie jak żydzi chca odzyskać swoją dolę jak kościół już dostał wielokrotnie więcej niż mu się należało.
Gdy kościół posiadł odzyskał własność natychmiast ją sprzedawał w ekspresowym tempie za cenę rynkową.
Żydzi tak nigdy nie postępowali na dodatek to co odzyskali to zaledwie dwie cerkwie i parę domów.
Na dodatek dopłat do żydowskich miejsc kultu niema w przeciwieństwie do episkopatu polskich miejsc kultu, których jest aż nadto.
Miejsca te znacznie lepiej by się nadawały na strefy komercyjne bądź mieszkalne.
A pisze to apropo nagłaśnianej przez PIS informacji o wyjeździe Tuska do Izraela http://tnij.org/k5s8 Poza tym o ile pamiętam PIS chcaił natychmiastowej ustawy reprywatyzacyjnej wypominając PO brak jakiejkowlwiek inicjatywy w tymże kierunku. http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,86767,4864665. 2 SPRAWA Ryczałty dla wikariusze oraz proboszczowie. Takie podatki jakie płaci kościół też bym chciał płacić a swoją drogą ciekawe czy inne wyznania mają tez takie przywileje jak nasz Krk.
ł.Oto jak to wygląda
U wikariuszy kwartalnie
U księży kwartalnie
Jeden pogrzeb to już 150ozł zysku dla księdza.
Bartoszewski miał tytuł magistra dokończył studia powojnie która pokrzyżowała mu szyki, pracę magisterską złożył w 1962 roku na ręce profesora Juliana Krzyżanowskiego ale decyzją 1968 Stanisława Turskiegoroku został skreslony z listy studentów.
Prócz Bartoszewskiego ten jegomośc relegował 34 studentów i 11 zawiesił w prawach studenta.
Chyba pamietacie marzec okres 823 marca 1968 roku gdy były wiece studentów swoista prowokacja kontrwywiadu wymierzona we frakcję Gomułki. Więcej o Bartoszewskim znajdziecie w moim straszym GD
Tu jest link Oszczerstwa o Bartoszewskim http://ben.pardon.pl/dyskusja/2575526/pisto_k...
W tych dniach przeobrażenia w Polsce przybrały jeszcze bardziej na sile latem 1967 r. na skutek wybuchu wojny izraelsko-arabskiej (tzw. wojny sześciodniowej). ZSRR potępił Izrael i zerwał z nim stosunki dyplomatyczne; tak samo postąpiły władze polskie. Organizowano wiece w zakładach pracy, potępiające żydowskie "zapędy imperialistyczne". Nastroje wrogie Żydom pojawiły się w kręgach partyjnych, wojskowych i milicyjnych, również wśród prorządowych katolików skupionych wokół Stowarzyszenia "PAX". Kościół, na czele z kardynałem Wyszyńskim zajął stanowisko raczej proizraelskie, tak jak większość polskiego społeczeństwa. Niektórzy Polacy pochodzenia żydowskiego jawnie manifestowali swe poparcie dla działań armii izraelskiej.
Nastroje społeczne w Polsce zmusiły władze ZSRR do wystosowania dyrektyw dla PZPR, aby nie dopuszczać do manifestacji wrogich wobec Związku Radzieckiego. W związku z tym Władysław Gomułka wygłosił przemówienie na VI Kongresie Związków Zawodowych. Zawarł w nim tezę o istnieniu w Polsce "syjonistycznej V kolumny" (sformułowanie to nie pojawiło się w prasie, faktycznie zostało jednak użyte), która akceptuje i popiera agresję Izraela na kraje arabskie. Stwierdził też, że "agresja Izraela jest rezultatem spisku najbardziej reakcyjnych sił międzynarodowego imperializmu".
Marzec 1968 roku doczekał sie nawet strony internetowej utorzonej przez IPN http://www.marzec1968.pl
Tyle że brak w niej informacji o tym ze protesty te były tylko SBecka prowokacją wymierzona we frakcję Gomułki przez "partyzantów" czyli frakcji PZPR o nacjonalistycznych i populistycznych zapatrywaniach, skupionej wokół gen. Mieczysława Moczara (od 1964 Ministra Spraw Wewnętrznych). Atakowali oni "syjonistów" na wszelkich zebraniach i zjazdach. Sam Moczar porównał działania armii izraelskiej do metod hitlerowców w czasie II wojny światowej. Oskarżano obywateli pochodzenia żydowskiego np. o nadużycia w UB. Do akcji "partyzantów" włączył się też "PAX" Bolesława Piaseckiego(założyciela ONR falanga), który atakował rewizjonistów i "kosmopolitów".
A studenci jedyne czego chcieli to wolnego dnia, więcej na stypednia itp postulatów.
To widać, słychać i czuć jak śpiewał Kuba Sienkiewicz
Manifestacja PIS jest tego dowodem.
Możliwe że szykuje się pucz na Tuska i wojna z Rosją (co akurat według mnie jest pewne na 100%)dlatego wszelakimi sposobami, niekoniecznie demokratycznymi należy to powstrzymać.
Anna W już pisała o możliwym święcie smoleńskim którz wie co temu psychopacie chodzi po głowie.
Gdyby nie DIS to pewnie bym nie wrócił na Pardon, a tak to przynajmniej co jakiś czas będę zaglądał.
Już widać co się święci, Hitler też w ten sposób doszedł do władzy. "Jak zamach to wojna" Kurski po wizycie Kaczyńskiego w Gruzji
Na koniec obejrzyjcie to porównanie
W obozach koncentracyjnych homoseksualiści mieli odpowiednie naszywki różowy trójkat to byli męscy homoseksualiści zgodnie z paragrafem 175 które powstał długo przed Hitlerem w roku 1871 a który Hitler traktował poważniej niż inni politycy.
Czarny trójkąt oznaczał aspołeczne kobiety za które wtedy uważano lesbijki.
§.175 brzmi następująco
"Przeciwny naturze nierząd, do którego dochodzi pomiędzy osobami płci męskiej albo między człowiekiem i zwierzęciem, jest karany więzieniem, z możliwością utraty praw obywatelskich"
A oto wszystkie oznaczenia jeńców obozów koncentracyjnych gdzie wyraźnie widać wśród nich osobną grupę homoseksualistów.
A oto dowód ze Gestapo ścigało homoseksualistów do obozów koncentracyjnych
Komuchy z NRD postąpiły podobnie unieważniajac delgitymację dzięki której homoseksualiści dostaliby odszkodowania jako ofiary holokaustu a warto teżdodać iż podobnie postąpiono z cyganami oraz murzynami.
A ten wykres wyraźnie przedstawia kiedy mordowano najwięcej gejów oraz lesbijek.
Tabela do wykresu : Skazani pod zarzutami z lat
(1933-1941)
Rok Dorośli Nieletni
1933 853 104
1934 948 121
1935 2106 257
1936 5320 481
1937 8271 973
1938 8562 974
1939 8274 689
1940 3773 427
1941 3739 687
1942 3963 nn
1943 2218 nn
Komuchy tym różnili się od narodowych komuchów iż PODOBNO oszczędzili jedynie nieletnich choć nie widać tego na tej tabeli ponieważ możliwe że nie prowadzili nawet takich statystyk.
Znany opozycjonista Jarosław Hyk walczy sądzie o skazanie Marka Jankowskiego kapitana SB który w 1987 próbował go rozjechać ciężarówką filmik ten zrobił na zachodzie ogromne wrażenie.
"ParisMatch? napisał: Śmierć polskiego gawrosza! A wtedy tylko polska prasa kłamała.
Film ten od 2009 roku jest dostępny w internecie
Pan Jankowski niema się o co martwić ponieważ według ustawy o IPN Art 4 u. 3
"W stosunku do sprawców zbrodni komunistycznych nie stosuje się wydanych przed dniem 7 grudnia 1989 r. przepisów ustaw i dekretów, które przewidują amnestię lub abolicję. "
Źródło http://tnij.org/ustawaipn
oraz drugie źródło http://tnij.org/ustawaipn,
A przecież 7 grudnia 1989 roku weszław życie ustawa amnestyjna a oto jej teść
"jeżeli z okoliczności sprawy wynika, że w wypadku przestępstwa kara pozbawienia wolności nie przekroczyłaby lat 2, postępowanie karne umarza się"
Źródło http://www.legeo.pl/prawo/dziennik-ustaw-1989/64/390/
bądź tu http://isap.sejm.gov.pl/Download;jsessionid=160E047A2EFB01F375CC5230936F16B7?id=WDU19890640390&type=2
Te ustawy mają jedynie za cel zdyskredytować opozycję(wtedy SLD później PO)oraz za zadanie cichą obronę esbecji.
Oprócz opisanej sprawy było setki innych bo przeciez minęło więcej niz 2 lata od tych zbrodni. TERAZ NAJLEPSZE Za tymi poprawkami głosowali:
-Stefan Niesiołowski ZHN
-Jan Maria Rokita PO
-Jan Olszewski ROP
-Tadeusz Cymański PC
-Krzysztof Tchórzewski PC
-Jarosław Kaczyński PC -Kazimierz Marcinkiewicz ZCHN
-Marian Krzaklewski AWS
-Janusz Pałbicki AWS
-Zdzisław Pupa AWS obecnie PIS
No i wszystko się wyjaśniło
Krystyna Sosnowska mieszka w malutkim domku przy ul. Katowickiej w Krakowie, usytuowanym pośrodku zlikwidowanego 12-hektarowego gospodarstwa ogrodniczego państwowej spółki Polan. Od kilku lat chce uregulować status prawny swojego mieszkania. Nie jest to jednak możliwe, gdyż właściciele tego domu zmieniają się tak szybko, że sądy nie nadążają z rozpatrzeniem składanych pozwów.
Gdy z końcem 2005 r. wniosła pozew przeciwko spółce Polan, że nie chcą jej dać umowy najmu lub sprzedać mieszkania, na rozprawie w lutym 2006 r. dowiedziała się, że teraz właścicielem jej domu jest parafia Bazyliki Najświętszej Marii Panny w Krakowie. Gdy pozwała parafię, to na następnej rozprawie usłyszała, że parafia była właścicielem tylko kilka miesięcy i teraz dom należy do spółki Bradus w Tychach. Gdy pozwała firmę Bradus, to w połowie 2010 r. powiedziano jej, że obecnie właścicielem domu jest spółka ADO-2, również w Tychach. Trudno się dziwić Sądowi Okręgowemu w Krakowie, że w piśmie z 24 września 2010 r. zażądał od Krystyny Sosnowskiej ustalenia, kto jest ostatecznie pozwanym. W dniu 7 października br. odpisała, że przyczyną jej problemów jest rządowo-kościelna Komisja Majątkowa. Pozywa tę komisję, bo to od niej zaczęły się wszystkie kłopoty.
Łakomy kąsek dla deweloperów
Sosnowska doskonale wie, że od decyzji tej komisji nie ma odwołania i nie wiadomo nawet, czy sąd będzie chciał uznać Komisję Majątkową za stronę pozwaną. Chce jednak powiedzieć sądowi, jak łatwo w państwowo-kościelnych rozliczeniach sprzedaje się człowieka. Gdy w grę wchodzą wielkie pieniądze, to nawet wierną córę Kościoła można oszukać, zapomnieć, że mieszka w przejmowanym domu. Wystarczy tylko prześledzić kolejność zdarzeń dotyczących losów jej domu i 12-hektarego państwowego gospodarstwa ogrodniczego.
A jej domek jest malutki, dwurodzinny, zagrzybiony, zawilgocony. Wybudowany został dla pracowników tutejszego gospodarstwa ogrodniczego zajmującego się produkcją nasion. Jedno z tych mieszkań, zwanych najpierw służbowymi, a potem zakładowymi, od 1955 r. zajmował już nieżyjący Stanisław Sobczak, który w tym gospodarstwie przepracował 38 lat. Drugie w 1959 r. przydzielono Stanisławowi Sosnowskiemu, też już zmarłemu, który przepracował w firmie 45 lat. Zgodnie z układem zbiorowym państwowej spółki Polan, będącej własnością Agencji Nieruchomości Rolnych, mieszkania te przysługują dożywotnio najbliższej rodzinie zmarłych pracowników. I tak też w jednym z nich mieszka wdowa po Stanisławie Sobczaku wraz z córką, a obok córka Stanisława Sosnowskiego. Sześć lat temu spółka Polan zlikwidowała kotłownię ogrzewającą szklarnie i teraz obydwa mieszkania ogrzewane są prądem elektrycznym. Krystyna Sosnowska z tego powodu przeprowadziła się do kilkunastometrowej kuchni. Jej renta nie pozwala na ogrzewanie całego mieszkania.
Sam domek nie ma większej wartości i pragnieniem wszystkich kolejnych oraz obecnych właścicieli terenu po byłym gospodarstwie ogrodniczym jest jak najszybciej go zburzyć. Stojące kiedyś wokół wielkie szklarnie zostały, już rozebran, zostały jeszcze tylko budynki, w tym jeden z lokatorami. Te 12 ha w krakowskich Bronowicach, w kwartale między ulicami Radzikowskiego, Katowicką, Balicką i Armii Krajowej, w pobliżu motelu Krak i hotelu Piast, to prawdziwy skarb dla deweloperów.
Manna z nieba
Ten dzień Krystyna Sosnowska zapamiętała bardzo dobrze. Był grudzień 2001 r. Do jej drzwi i do sąsiadki zapukał bardzo elegancki siwawy mężczyzna. Powiedział, że nazywa się Marek P.*) i jest pełnomocnikiem księdza prałata Bronisława Fidelusa z Parafii Bazyliki Najświętszej Marii Panny, czyli ze znajdującego się na krakowskim Rynku Głównym kościoła Mariackiego. Chciał rozmawiać z obydwiema lokatorkami, gdyż ma dla nich propozycję od księdza proboszcza. - Wzbudził nasze zaufanie, grzeczny, taktowny, mówił bardzo ładnie - wspomina Krystyna Sosnowska. - Powiedział nam, że gospodarstwo ogrodnicze spółki Polan zostanie przejęte przez parafię mariacką, a nasz domek będzie wyburzony. Dlatego też ksiądz Fidelus chciałby dać każdej z nas po 100 tys. zł, abyśmy mogły sobie kupić nowe mieszkania. Nie ukrywałyśmy, że propozycja jest dla nas interesująca, gdyż warunki, w jakich mieszkamy, są fatalne. Wprawdzie z plotek słyszałyśmy, że parafia mariacka stara się o odzyskanie tych terenów, które rzeczywiście przed 1950 r. do niej należały, ale przecież żadna decyzja w tej sprawie jeszcze nie zapadła. W szklarniach, które są może niezbyt nowoczesne, produkuje się nasiona. Piece w kotłowni też nie są najnowsze, ale dobrze pracują, spółka osiąga zyski, daje pracę wielu osobom. Skąd pan P. wie, że to wszystko zostanie
zrównane z ziemią?
Obydwie panie powiedziały gościowi, że chyba przyjmą tę propozycję, ale proszą o danie im kilku dni na zastanowienie się. Chciały sprawdzić, kto to jest ten Marek P., czy rzeczywiście przyszedł w imieniu księdza i skąd ma informacje, że to wielkie państwowe gospodarstwo zostanie zlikwidowane. Dlatego też Sosnowska z córką sąsiadki Barbarą następnego dnia zatelefonowały do kancelarii parafii Bazyliki Najświętszej Marii Panny i umówiły się na rozmowę z ks. Bronisławem Fidelusem.
- Ksiądz przyjął nas bardzo miło w swojej kancelarii i potwierdził, że wysłał do nas pełnomocnika. Propozycja wypłacenia nam po 100 tys. jest aktualna, bo sprawa przejęcia gospodarstwa przez jego parafię jest finalizowana w Komisji Majątkowej - wspomina Krystyna Sosnowska. - Wraz z córką sąsiadki powiedziałyśmy księdzu, że chyba zgodzimy się na tę propozycję. Potrzebujemy kilku dni na zorientowanie się, jakie są aktualne ceny mieszkań. Chciałyśmy też wiedzieć, skąd ksiądz wie, że gospodarstwo ogrodnicze w Bronowicach zostanie przejęte przez parafię, na co ksiądz powiedział, że sprawa jest w toku, i pokazał jakieś pismo z nagłówkiem "Komisja Majątkowa". Skorzystałam z okazji i odpisałam adres tej komisji w Warszawie oraz sygnaturę akt. Na koniec ksiądz prosił nas, abyśmy nie robiły żadnych remontów, bo nasz dom będzie zburzony.
Wszyscy lokatorzy domu, a jeszcze wtedy żyła Anna Sosnowska, matka pani Krystyny, byli skłonni przyjąć propozycję, choć dziwiło ich, skąd ksiądz wie, że państwowa firma wkrótce upadnie, że jej teren przejmie parafia. Jeżeli sprawa w Komisji Majątkowej "jest w toku", to nie musi oznaczać, czym to postępowanie się skończy. A poza tym to są tylko ustalenia słowne, nie dostały nic na piśmie. Dlatego Maria Sobczak i Krystyna Sosnowska 9 lutego 2002 r. wysłały list polecony do Komisji Majątkowej z informacją, że na terenie należącym do Krakowskiej Hodowli i Nasiennictwa Ogrodniczego Polan, o który stara się Parafia Bazyliki Najświętszej Marii Panny w Krakowie, znajdują się dwa mieszkania zakładowe z lokatorami, rodzinami wieloletnich pracowników firmy. Załączyły kserokopię mapki geodezyjnej z zaznaczeniem, gdzie one mieszkają, i proszą Komisję Majątkową o "podjęcie takich decyzji, które nie będą dla nas krzywdzące". Odpowiedzi nie dostały.
Handel ludźmi
- Z końcem 2003 r. nasze gospodarstwo ogrodnicze zaczęło przygotowania do likwidacji, wyłączono kotły ogrzewające szklarnię, pozbawiono nasz dom ciepła - opowiada Krystyna Sosnowska. - Pytamy, czy jest decyzja Komisji Majątkowej. Nie ma. Dlaczego więc w 2004 r. wygaszono produkcję? Nie wiadomo? Wszyscy wiedzieli, że parafia przejmuje gospodarstwo, choć nikt tego nie miał na piśmie. Napisałam do prezesa spółki Polan prośbę o danie mi umowy najmu lub sprzedaż mieszkania. Najpierw dostałam odpowiedź, że muszę przeprowadzić remont na swój koszt, "aby mieszkanie nie ulegało dalszej degradacji i odpowiadało warunkom przeciwpożarowym". Prezes każe mi remontować, a ksiądz zabrania. Potem dostałam pismo, że Polan w stosunku do lokatorów mieszkań zakładowych nie może podejmować żadnych czynności prawnych do czasu rozstrzygnięć w Komisji Majątkowej. wszystko To było po to, aby mnie spławić i przeciągać sprawę w czasie, bo ciągle nie było decyzji Komisji Majątkowej. Dlatego w 2005 r. zdecydowałam się skierować sprawę do sądu przeciwko spółce Polan. Moja sąsiadka Maria Sobczak nie chciała tego zrobić, bo jej córka Barbara dalej jest pracownikiem Polanu, a poza tym nie chciała narażać się Kościołowi.
Na pierwszej rozprawie, w lutym 2006 r., Krystyna Sosnowska dowiedziała się, że źle skierowała swój pozew. Prawnik Polanu stwierdził, że spółka nie jest już właścicielem domu przy ul. Katowickiej, gdyż 29 listopada 2005 r. Komisja Majątkowa nakazała w ciągu 21 dni przekazać całe ich 12-hektarowe gospodarstwo, wraz z zabudowaniami, parafii Bazyliki Najświętszej Marii Panny. Dołączył też kserokopię tego orzeczenia.
- Nawet się z tego ucieszyłam, bo byłam przekonana, że parafia dostaje państwowe gospodarstwo ogrodnicze wraz z osobami tam mieszkającymi, bo przecież zawiadomiliśmy Komisję Majątkową, że my tam jesteśmy - mówi Sosnowska. - W sądzie pozwolono mi zrobić kopię orzeczenia. Usiadłam na korytarzu i czytam. Ani jednego słowa, że na tym terenie mieszkają ludzie.Przekazywana nieruchomość "ma być wolna od obciążeń", to znaczy bez nas. A dalej: "dokonana w ten sposób regulacja nie narusza praw nabytych przez niepaństwowe osoby trzecie". A kto my jesteśmy jak nie te osoby trzecie?
Z odpisem decyzji Komisji Majątkowej Sosnowska pobiegła do nowego właściciela swojego domu, czyli do Kancelarii Parafii Bazyliki Najświętszej Marii Panny, aby zapytać, co będzie z ich domem. Proboszcz, ksiądz prałat Bronisław Fidelus, dał jej numer telefonu i adres kancelarii swojego pełnomocnika Marka P. i to z nim powinna teraz uzgadniać wszystkie sprawy. Zanim udała się do kancelarii P. przy ul. Bronowickiej, Sosnowska odwiedziła kilka biur nieruchomości, w których dowiedziała się, że jeszcze w 2001 r. można było w Krakowie kupić małe mieszkanie za 100 tys. zł,ale teraz musi to kosztować co najmniej 150 tys. zł, bo ceny poszły w górę. Umówiła się z P. w jego pięknej kancelarii przy Bronowickiej i usłyszała, że 150 tys. dla księdza prałata z pewnością nie będzie problemem, ale musi z nim porozmawiać. Po kilku dniach P. odpowiedział, że ks. Fidelus może jej wypłacić tylko 70 tys. zł. Czyli mniej, niż proponował w 2001 r.
- Napisałam do ks. Fidelusa i P., że nie dotrzymali słowa, umawialiśmy się na 100 tys. zł, a teraz nawet tego nie dostanę. Skierowałam pismo do sądu przeciwko parafii, ale zanim sąd odpowiedział, okazało się, że w maju 2006 r. ks. Fidelus sprzedał cały teren, wraz z naszym domem, spółce Bradus w Tychach, będącej własnością śląskiego milionera Jacka Domogały. Kościół nas sprzedał i nawet o tym nie poinformował. Gdyby nie rozprawa w sądzie, nie wiedzielibyśmy, do kogo należymy.
Gdy sprawą sprzedaży przez parafię gruntów wraz z mieszkańcami zainteresowała się krakowska prasa, ks. Fidelus odpowiedział: "Sam pertraktowałem z tymi ludźmi. Chciałem im dać 100 tys. zł za mieszkanie, ale chcieli więcej. Teraz sprzedaliśmy ten teren, więc niech nowy właściciel się tym zajmuje. My i tak wykazaliśmy dużo dobrej woli, chcieliśmy pomóc lokatorom, choć nic im się nie należało".
Z prasy Sosnowska dowiaduje się, że władze Krakowa kwestionują przyznanie przez Komisję Majątkowa parafii Bazyliki Najświętszej Marii Panny 12 ha, na których znajdowała się Krakowska Hodowla i Nasiennictwo Ogrodnicze Polan, co załatwiał Marek P., były funkcjonariusz SB, aktualnie przebywający w areszcie w Gliwicach, ale jest już za późno, bo parafia natychmiast te atrakcyjne dla deweloperów grunty sprzedała. Tuż po wojnie parafia mariacka rzeczywiście miała 100-hektarowe gospodarstwo w Bronowicach i w 1950 r. ówczesne władze zgodnie z prawem odebrały tylko połowę, pozostawiając parafii 50 ha. Teraz wyszło, że kilka miesięcy wcześniej krakowska kuria wydała dekret o podzieleniu tego gospodarstwa pomiędzy dwie parafie, połowę przyznano parafii św. Antoniego. Skąd jednak ówczesne władze miały o tym wiedzieć, skoro podział nie został przeprowadzony przez żadną kancelarię notarialną, nie był też odnotowany w księgach wieczystych. Tymczasem dla Komisji Majątkowej kościelne dekrety są najważniejsze.
Liczą się tylko pieniądze!
Sosnowska pisze do firmy Bradus w Tychach, informując, że na terenie, który kupili od parafii mariackiej, mieszkają ludzie. Ich dom nie ma ogrzewania, nie jest remontowany. Co z nimi będzie, chcą mieć umowy najmu. Brak odpowiedzi. W sądzie jako pozwanego wpisuje spółkę Bradus.
Po kilku miesiącach mieszkańców domu odwiedza Dariusz Moskala. Mówi, że jest przedsiębiorcą i na tym terenie będzie budował mieszkania, ale wcześniej musi wszystko wyburzyć. A dla nich ma propozycje.
- Zaproponował mi norę, nie mieszkanie - oburza się Sosnowska. - To było pomieszczenie dobre na magazyn, nie dla ludzi. Bez ogrzewania, okna zakratowane i na takiej wysokości, że nic nie widać. Potem zgodził się, abym została jakiś czas w dotychczasowym domu, ale muszę mu płacić 400 zł czynszu. Tyle pieniędzy za kuchnię, w której mieszkam? To połowa mojej emerytury. Nic nie będzie inwestował ani naprawiał, bo i tak ten dom zburzy. Nie zgodziłam się na te warunki i w tej chwili z sąsiadką nadal tu mieszkamy.
Teraz z prasy Sosnowska dowiedziała się, że Dariusz Moskala to jeden z najbliższych współpracowników Marka P., przez ostatnie 10 lat razem robili interesy. Zaczynał jako radny w Bielsku-Białej, potem był członkiem zarządu miasta i kandydatem na prezydenta miasta z ramienia Samoobrony. Niedawno pokłócił się z P., zarzucając mu oszukanie go na kilka milionów. Teraz zasiada w radzie nadzorczej warszawskiej spółki Platinum Hospitals, której prezesem jest Wiesław Kaczmarek, były minister skarbu. W spółce tej reprezentuje siostry elżbietanki, dla których majątek odzyskał P. W budynku dzierżawionym przez spółkę P. Platinum Hospitals urządza szpital na 150 łóżek.
Kolejny właściciel
Jeszcze sąd nie ogłosił terminu rozprawy przeciwko spółce Bradus, a mieszkańcy domku przy Katowickiej dowiedzieli się, że właścicielem jest spółka ADO-2. Odbyło się to poprzez przekazanie majątku z jednej spółki do drugiej. Spółka Bradus, która kupiła grunty od parafii mariackiej, w dniu 4 maja tego roku została wykreślona z rejestru, a jej majątek trafił do spółki ADO-2, mieszczącej się pod tym samym adresem, przy ul. Mikołowskiej 93 w Tychach, i należącej do tej samej osoby, czyli Jacka Domogały.
Krystyna Sosnowska jest na emeryturze i ma trochę czasu na czytanie gazet. Już wie, że właściciel jej domu, Jacek Domogała, wraz ze swym synem Tomaszem oraz członkami całej ich rodziny, kupili ponad 600 ha ziemi przekazanej wcześniej Kościołowi przez Komisję Majątkową, załatwioną przez P. Dowiedziała się też, że Domogała jest wielkim darczyńcą archidiecezji katowickiej i np. w 2007 r. ofiarował 7 mln zł. W ubiegłym roku przekazał budynki w Śremie na potrzeby szkoły katolickiej. Miejscowy "Kurier Śremski" napisał 18 listopada 2009 r., że "bezpłatnie przekazał je dotychczasowy właściciel, znany ze swej religijności, śląski biznesmen. Jacek Domogała".
W prasie krakowskiej Sosnowska przeczytała, że w samym tylko Krakowie dzięki orzeczeniom Komisji Majątkowej Kościół otrzymał 358 ha, nie licząc gruntów i budynków, które przejął w wyniku postępowań sądowych. Pani Krystyna jest córką ogrodnika i ma wyobrażenie, ile to jest ziemi. Powierzchnia Państwa Watykańskiego to zaledwie 44 ha.
Żal do pasterzy, nie do Boga
Sosnowska od wielu lat marzyła, aby podstawą życia parafialnego były autentyczne wspólnoty duchowe. Najpierw próbowała taką wspólnotę stworzyć w swojej parafii św. Antoniego w Bronowicach Małych. Proboszcz dał ogłoszenie, apelował z ambony, ale nikt się nie zgłosił. Zaprzyjaźniła się ze zmarłym w 1988 r. krakowskim biskupem Janem Pietraszką, już sługą bożym, a może wkrótce świętym, wspaniałym kaznodzieją, twórcą nowoczesnego duszpasterstwa akademickiego, który też przywiązywał ogromną wagę do życia wspólnotowego. W 1994 r., na prośbę Jana Pawła II, kard. Franciszek Macharski wszczął proces beatyfikacyjny tego biskupa będącego dla wszystkich wzorem cnót człowieczych i kapłańskich.
- W czasie jednego z naszych spotkań bp Pietraszko zaproponował mi, abym spisała wszystkie moje przemyślenia na temat organizacji życia duchowego parafii - mówi pani Krystyna. - Przekazałam mu spore objętościowo opracowanie. Powiedział, że właśnie wybiera się do Rzymu i wszystko w drodze dokładnie przeczyta. Niestety, nie zdążył mi odpowiedzieć, co o tym sądzi, bo wkrótce zmarł. Gdy z początkiem lat 90. powstało Radio Maryja, uznałam, że jest to znakomita rzecz, czegoś takiego mi brakowało. Założyłam Koło Przyjaciół Radia Maryja przy Parafii Matki Boskiej z Lourdes i zaczęliśmy działać. Z czasem mój entuzjazm stygnął, powstała w naszej parafii Akcja Katolicka, zaczęła się rywalizacja, polityka, a ja tego nie lubię. Czasem włączam Radio Maryja, ale długo słuchać nie mogę, bo zamiast mówić o sytuacji rencistów i emerytów, o ludziach wyrzucanych na bruk przez ludzi przejmujących podstępnie kamienice, o braku pracy dla młodych, cały czas słyszę o tym in vitro i zarodkach.
Do kościoła Krystyna Sosnowska przestała chodzić, księdza po kolędzie już nie przyjmuje. W swojej małej kuchni ma Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu oraz opasły tom konkordancji. Na Boga się nie gniewa, tylko na jego ziemskich przedstawicieli. Najbardziej cieszy się, że Komisja Majątkowa zostanie rozwiązana do końca roku, choć teraz to już absolutnie nie będzie wiedziała, kogo w sądzie uznać za winowajcę jej mieszkaniowych nieszczęść. - Bp Pietraszko zawsze powtarzał, że ksiądz to musi być jak pasterz, opiekować się swoimi owieczkami. Byłam idealistką. Nie wiedziałam, że pasterze mogę mnie sprzedać.
* Marek P., który prowadził sprawę pani Sokołowskiej, został we wrześniu aresztowany na trzy miesiące przez sąd w Gliwicach. Prokuratura postawiła mu jako pełnomocnikowi instytucji kościelnych w Komisji Majątkowej cztery zarzuty: jeden dotyczy korumpowania osoby pełniącej funkcję publiczną w komisji, trzy pozostałe - oszustwa na szkodę dwóch osób fizycznych i jednej instytucji na łączną sumę ok. 10 mln zł.
Koniec sądów kapturowych Jest wreszcie nadzieja, że Komisja Majątkowa, organ niemieszczący się w kategoriach państwa prawa, wydający kapturowe wyroki, bez możliwości odwołania się, bez wzywania stron, bez powiadamiania o swoich posiedzeniach władz samorządowych, rozdający na prawo i lewo państwową ziemię, zakończy działalność do końca tego roku. W Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji został przygotowany projekt nowelizacji ustawy o stosunkach państwo-Kościół, który uchyla od 1 stycznia 2011 r. dotychczasowe zapisy dotyczące działania Komisji Majątkowej i wszystkie dalsze sprawy związane z roszczeniami o przejmowanie przez Kościół majątku państwa lub samorządów powierza sądom.
Komisja Majątkowa, działająca przy MSWiA na mocy ustawy z 1989 r., w ciągu ponad 20 lat swej działalności przyznała Kościołowi ponad 60 tys. ha gruntów i 490 budynków. Często parafie otrzymywały więcej ziemi, niż jej kiedykolwiek miały. Wyceny ziemi, za którą Kościół otrzymywał rekompensatę, dokonywane były przez własnych ekspertów komisji i przez nikogo nieweryfikowane.
MaciejO.
Gość.
Gościu
Lenin vel Irydionvel Abus Pater
Mikołaj
Robolik
Plebs
Tomek Pietruszka idiota kielecki
Kloszard
No i pan Paweł R
Oni powinni z pardonu czym prędzej wylecieć proste?
Widzicie jestem sprawiedliwy i bezstronny niechaj trolle i spamerzy wylatują.
Prawica to ludzie którzy niemaja własnego życia więc z zazdrosci zakazują innym zasmakowania prawdziwego życia.
Spożycie marihuany, pomimo licznych kontrowersji, sankcji społecznych i prawnych oraz działań światowych władz i organizacji, stanowi dziś popularną formę "zakazanej rozrywki" "bezpieczną i naturalną" alternatywę wobec "twardych" narkotyków.
Przeprowadzone dotąd badania nie dają pewnych rezultatów co do kwestii szkodliwości oraz skutków długotrwałego przyjmowania marihuany. Pośród propagatorów i użytkowników popularna jest opinia o jej niskiej, względem innych środków, szkodliwości. Badania przeprowadzone przez Światową Organizację Zdrowia potwierdzają tę tezę, pod względem zdrowotnym uznając spożycie konopi za mniej szkodliwe, niż konsumpcję legalnych używek: tytoniu oraz alkoholu. Zawarte w marihuanie substancje nie wywołują fizjologicznego uzależnienia. Systematyczne zaś zażywanie powoduje wystąpienie tolerancji odwrotnej czyli jej działanie jest coraz mocniejsze.
Im więcej będziemy jej brali tym mniej będzie jej potrzebowali ponieważ jej siła wzrośnie czyli ma ona dokładnie odwrotne działanie od narkotyków twardych jak kokaina, heroina czy morfina.
Niestety palenie przez luftke modne głownie w USA i Polsce jest najgorszą formą przyjmowania marihuany ponieważ
Primo dym z marihuany zawiera substancję smoliste, sekundo w marihuanie występuje także nikotyna która jak wiadomo uzależnia.
A komentarze ministra Kwiatkowskiego oraz Klempy są co najmniej chamskie i alogiczne